Reklama

Szukaj

Ostatnie komentarze

Logowanie

Publikacje zamieszczone na stronach portalu dla kobiet CzasKobiety.pl są chronione prawami autorskimi. Kopiowanie i używanie do innych celów bez pisemnej zgody redakcji zabronione.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników.
CzasKobiety.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.



Moisa cz. I

Moisa

Au course de mou voyage....

piątek, 8 września 2005, gdzieś w Polsce

...odjazd trzynasta, w Paryżu powinnam być w sobotę o tej samej godzinie. Oczywiście czterdzieści minut spóźnienia ech, ale czy to ma jakieś znaczenie? Przecież jutro będę już tam(...).
Po drodze zabraliśmy kilka osób, zdecydowana przewaga mężczyzn w autobusie.    Hm,    dziwne, pewnie jadą do pracy. Z tego, co wiem, ktoś jedzie do Belgii, ktoś    do Antwerpii, a reszta do Paryża.
Siedzę sama, zresztą prawie każdy zajmuje tutaj dwa miejsca. Jest chłodno - klimatyzacja działa nad wyraz dobrze, tym bardziej, że na zewnątrz piekielny upał(...).
W czasie podróży poznałam kobietę z Opola, także jedzie do Paryża tyle tylko, że do swej siostry, która pracuje tam od dwóch lat. Opowiadała mi trochę o sobie, o swoim mężu, rodzinie, chorobie. To zaskakujące jak bardzo człowiek otwiera się pośród „głębokiej autokarowej samotności”. Takie podróże, choć bardzo męczące sprawiają, że więcej rzeczy zaczyna się analizować. Wydaje mi się, że nie ma sensu rozpisywać się tutaj głębiej nad tym. W jednym zdaniu mogłabym podsumować wszystko: „Nigdy więcej autokarem do Paryża”. Choć nie powinnam zapominać, że przyjdzie mi wracać w ten sam sposób do Polski - cóż każdy może się pomylić, ważne jednak by wyciągnąć wnioski i więcej nie podejmować tych samych błędnych decyzji.

samstag, 10 September 2005, in Deutschland

...jest siódma rano, jesteśmy gdzieś
w Niemczech. Prawdę mówiąc nie spałam długo, co jakiś czas budziłam się w nocy, przybierając coraz to bardziej wyimaginowane pozycje na „autokarowym siedzeniu”. I choć miałam do dyspozycji aż dwa i tak potwornie trzęsło, więc praktycznie bezsenna noc, nie mówiąc już o rodzimych drogach, na których temat chyba wszystko zostało powiedziane. Ale widać wszelkie apele w tej sprawie obiły się bez echa. Cóż(...).
Jeszcze wczoraj niegdyś bliska mi osoba dała o sobie znać. Postanowiłam jednak jeszcze przed wyjazdem, że nie będę tego ciągnąć, chyba nie warto. Widać miało się skończyć zanim nawet się zaczęło. Choć z drugiej strony, czy mogło się skończyć coś, czego w ogóle nie było ? (...).
....no i jesteśmy w Brukseli, kierowcy od początku trasy robią postoje, choć trzeba przyznać, że autokarowa toaleta działa bez zarzutu, tyle, że oni apelują o w miarę jak najrzadsze korzystanie
z niej. Ale to normalne i nawet dość zrozumiałe. Postoje co jakieś czterdzieści minut nie mówiąc już o filmach, które „wyświetlają” jeden po drugim od godziny dziewiątej. Choć muszę przyznać, że jeden mi się spodobał - zresztą kiedyś już go widziałam w kinie. No ładnie, świetnie się zaczyna ta podróż. „Nigdy w życiu” to film o kobiecie, której jednego dnia wali się jej bezpieczny świat. Zaczyna walczyć o swoje życie i szczęście, znajduje własne miejsce na ziemi, buduje dom - i za to wszystko spotyka ją nagroda w postaci wielkiej, szczęśliwej miłości. Hm, żeby wszytko było takie proste, ale nie będę tutaj roztkliwiać się nad materią tego filmu. Choć  moje życie jest trochę podobne, no może z małym tylko dość znaczącym wyjątkiem ja nie mam męża i tak wiele uroku w sobie, co odgrywająca główną rolę Danuta Stenka. No cóż, nie można mieć wszystkiego(...).

Zawieszona w „autokarowej monotonii” z niecierpliwością oczekiwałam momentu, kiedy pilotka oznajmi przez nieco brzęczący mikrofon: „Proszę Państwa obsługa autobusu i kierowcy dziękują państwu za miłą podróż. Zapraszamy znowu do korzystania z naszych usług. A teraz z przyjemnością zawiadamiam, że właśnie dojechaliśmy do Paryża”. Co zresztą stało się jakieś dwadzieścia minut później.
No tak, autokarowa podróż zakończona. Było ciekawie - czterdzieści minut spóźnienia autokaru, wylana kawa na spodnie, jakieś trzydzieści centymów stracone na toaletę gdzieś na niemieckiej stacji benzynowej, ale także kilka ciekawych myśli, rozmów, kilka wiadomości tekstowych od rodziny i nielicznych, najbliższych mi przyjaciół, którzy wiedzieli o moim wyjeździe. Nie mówię już o rozładowanym telefonie, kiedy to najbardziej go potrzebowałam, aby powiadomić przyjaciółkę o półtoragodzinnym spóźnieniu autokaru. No cóż powinnam się już przyzwyczaić do takich „niespodzianek”, one pozwalają się śmiać z siebie samego a także, choć to może zabrzmi dość kolokwialnie skłaniają ku refleksji ku prozaiczności niektórych zdarzeń. Ale muszę przyznać, że to spóźnienie pobudziło mnie także do samodzielności -  w końcu mam już prawie trzydziestkę na karku(…).

Plac de la Concorde - wreszcie ! Paryż przywitał mnie deszczem.
     Hm, lubię deszcz, mam nadzieję, że moja przyjaciółka, która czekała na mnie ponad półtorej godziny także(..).
Ania - uwielbiam jej pokorę i skromność. Jak zwykle uśmiechnięta, przywitała mnie tak serdecznie, że    nawet    słowem nie wspomniała  o moim spóźnieniu a właściwie o spóźnieniu autokaru. Przywitała mnie w mieście, które od teraz stało się azylem dla mnie samej, mieście, które znałam z opowiadań,    powieści Remarque i tekstów piosenek. Ostatni raz byłam tutaj osiem lat temu w czasach mojej szkoły średniej. No tak minęło osiem  lat. Paryż chyba pozostał ten sam, ja się chyba tylko postarzałam. Wtedy uczennica szkoły średniej teraz już dorosła kobieta. Jedno się chyba nie zmieniło, moje uczucie do tego miasta, do którego dziś przyjechałam. Przyjdzie mi tu spędzić miesiąc czasu a paradoksalnie już boje się momentu, kiedy, będę musiała stąd odjechać. Ale chyba nie byłabym sobą, gdybym nie miała nadziei, że jeszcze kiedyś tutaj wrócę(..).
No tak dopiero przyjechałam a ja już się użalam, cała ja.
Po przywitaniu ruszyłyśmy w stronę metra - to paryskie jest dużo starsze od warszawskiego nie mówiąc już o zasięgu, ale to tematyka, która podobnie jak drogi mogłaby zajmować olbrzymie zasoby papieru a pewnie i tak by się nikt tym nie zainteresował(..).
Sobota a w metrze cała masa ludzi, choć nie powinno mnie to dziwić - ale tutaj jakoś wszyscy są mniej nerwowi, bardziej spokojni i opanowani. Ania opowiadała mi,    że ostatnio grała    tutaj, trzydziestoosobowa orkiestra    rosyjska. Pamiętam    jak    kiedyś    mnie i mojemu zespołowi zdarzyło się odśpiewać „Gaude mater” właśnie tutaj w metrze. Kto wie, może to my byliśmy prekursorami tego typu „inicjatyw”?(..).
Trochę przemokłyśmy taszcząc moją walizkę - ale w dość szybkim tempie dotarłyśmy na miejsce przeznaczenia.
Mieszkam w centrum Paryża - czwarta dzielnica, mam swoje klucze. Boże, ja chyba śnię, jestem w Paryżu, mam „własny” kąt - przynajmniej w tym miesiącu. Niesamowity pokoik w sam raz dla mnie. Ujmujący swoja prostotą i głębią - jeżeli w urządzaniu wnętrza głębia ma jeszcze jakieś znaczenie. No tak a ja jestem dekoratorką wnętrz, ale jak to mówią „szewc bez butów chodzi”.
    Głównym elementem    pokoju    jest duże przestronne    okno, moje z widokiem na galerie z fotografiami „Agathe Gaillard”. Już pierwszego dnia otworzyłam je na oścież i próbując nie zwariować z wrażenia obserwowałam Paryżan wsłuchując się w ścieżkę dźwiękową pewnego „osobliwego” filmu - jego bohaterka także kochała Paryż(..).
Gdzieś wieczorem po małym zapoznaniu się z otoczeniem, poszłam na kolację. Znajomi Ani łącznie z nią samą naprawdę bardzo się postarali.  Tego było mi trzeba - ach te francuskie klimaty. Kolacja może ciągnąc się bez końca, było coś na ciepło wcześniej    sałatka z melonów i pomidorów potem    grejpfrut no i placek z owocami. Nie mówiąc już o winie, jak tak dalej pójdzie to moje plany o „prawie” idealnej wadze znów będą odwleczone w czasie. Ale nie, to tylko dziś, jutro będę musiała stawić czoło wrodzonemu łakomstwu. Przyjemności podniebienia nie mogą mi przecież przesłonić tutejszych uroków. Naprawdę poczułam się jakbym popełniła swoisty mezalians kulinarny, nawet muzyka klasyczna była. Jeżeli to sen -to ja nie chce się obudzić(...).

dimanche, le 11 septembre 2005 , Paris

Poranek w Paryżu! Nawet nie pamiętam, co mi się śniło, ale raczej nic - mało spałam tej nocy to chyba z wrażenia. Znowu otworzyłam okno na oścież i przyglądałam się budzącemu się miastu. Chyba jednak wciąż nie mogę uwierzyć, gdzie tak naprawdę jestem(...).
Wczesnym rankiem poszłam do pobliskiego Kościoła Saint Gervais - mam około pięć minut, do Katedry Notre Dame jakieś dwa razy więcej, ale przede mną cały miesiąc, więc pewnie i tam przyjdzie mi zawitać po latach. Nie sądziłam, że zobaczę w Kościele aż tylu ludzi. Nigdy bym się nie spodziewała, że to możliwe we Francji, a jednak, przywiozłabym tutaj kilku, co gorliwszych Polaków i pokazała im jak tutaj przeżywa się wiarę.
W tym całym zabieganym świecie potrzeba także trochę spokoju, zatrzymania się nad sobą, nad swoim życiem, zdystansowaniem do wielu, wielu spraw(...).

    W ramach sjesty poobiedniej wsłuchując się w szum Sekwany wtopiona    w tłum    przemierzyłam ulice Paryża. Ech, ja prosta kobieta z polskiego przedmieścia, pełna kompleksów w  mieście, które osiem  lat temu zmieniło nieco moje wyobrażenie    o dużych aglomeracjach, prawdę mówiąc wtedy się przełamałam.
Póki, co ja i sto pięćdziesiąt myśli przelanych na papier, no może z tych stu pięćdziesięciu jakieś osiemdziesiąt, reszta to tajemnica - którą zabiorę ze sobą tam gdzie nie sięga już ludzka krótkowzroczność(...).
Qui, je suis heureuse- oui heureuse!
Jak wrócę to zaczynam się uczyć intensywniej tego języka, swoją drogą tutaj zaczyna się dla mnie pierwsza    - miesięczna lekcja. Powoli zaczynam rozumieć, co do mnie mówią, choć jestem tutaj dopiero drugi dzień. Spotkałam tutaj wielu niesamowitych ludzi, rodzice jednej ze znajomych Anki to „słynna” rodzinka Bonduelle - początkowo jak Ania mi Ich przedstawiała to nie skojarzyłam nazwiska z nazwą firmy produkującej mieszanki warzywne.
Bardzo mili ludzie i co mi się w nich podobało niesamowicie otwarci i skromni(...).

Ktoś kiedyś powiedział, że stara miłość nie rdzewieje a ja chyba znowu się zakochałam tym razem chyba z wzajemnością, cóż czas pokaże czy przyjdzie mi tutaj wrócić(...).

Późnym wieczorem znowu ta barwna kolacja. Prawdziwe    misterium    kolorów i smaku. No i te francuskie sery, że nie wspomnę już o muzyce klasycznej. Gdzie ja jestem?

Dodaj nowy komentarz

  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania