Reklama

Szukaj

Ostatnie komentarze

Logowanie

Publikacje zamieszczone na stronach portalu dla kobiet CzasKobiety.pl są chronione prawami autorskimi. Kopiowanie i używanie do innych celów bez pisemnej zgody redakcji zabronione.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników.
CzasKobiety.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.



Moisa cz. II

lundi, le 12 septembre 2005 Paris

...obudziła mnie "śmieciarka" a właściwie jej odgłos- no tak Paryż przecież to także miejsce realnej egzystencji i prozy życia. Ktoś musi zadbać o to, by to miasto zachowało swój niepowtarzalny klimat. Wczoraj rozmawiałam z Nathalie - moją francuską koleżanką, która urodziła się w Paryżu - potem wyjechała na studia do Nowego Yorku - rozmawiałyśmy o Stanach i Londynie, potem o Paryżu i doszłyśmy do wniosku, że w Londynie każde miejsce przesiąknięte jest „odmiennym” klimatem Paryż zaś w całości jest tak samo urokliwy i tajemniczy. Jak to dobrze, że nie wszystkie miejsca są takie same i jak to dobrze, że ja właśnie jestem tutaj, idę na kawę.
O właśnie jakiś miły pan w kremowej marynarce otwiera „Agathe Gaillard”(...).

Kawa w jednej z nisko budżetowych kawiarenek Paryża, ale za to przy samej Sekwanie, choć czy o paryskich kawiarenkach nad Sekwaną można mówić, że są nisko budżetowe?
Zabrałam ze sobą powieść Remarque'a, właśnie ją czytam - „Dom marzeń”, bo o te książkę chodzi przed wyjazdem podarowała mi moja sąsiadka. Jest mi bardzo bliska, zawsze motywuje mnie do realizowania nawet tych bardzo „wyimaginowanych” projektów. Byłam u Niej około dwudziestej drugiej przed wyjazdem, podekscytowana podróżą, ale także pełna obaw nieznanego. Ona bardzo mi pomogła - jak zawsze w ferworze nerwów u niej mogłam uzyskać wsparcie. Oczywiście nie obyło się bez jazzu i wina(...).

Szukając owej powieści w torbie natknęłam się na pliki papierów min. karta E111, kilkoma gotowymi do wysłania kopertami i zdjęciem - kogoś, kto od pewnego czasu „zaistniał” w moich myślach. Pan „X”, bo o nim mowa to bardzo ciekawa osobowość, dość skryta w sobie, ale to chyba podoba mi się w nim najbardziej. Jest bardzo inteligentny i ponadczasowy, właściwie taki niewspółczesny. Postanowiłam jednak nie wieszać jego zdjęcia na ścianie ani w żadnym adekwatnym miejscu - jak robiła to Sabrina (vide słynny remake z J. Ormond i H. Fordem albo starsza wersja Z A. Hepbeurn - oba równie dobre)ani tez przypatrywać się nazbyt często. On egzystuje sobie gdzieś    w Polsce i pewnie nawet nie przyjdzie mu na myśl zaprzątanie sobie głowy moją osobą, ale co tam, może jeszcze kiedyś spotkamy się na szkoleniu dla architektów?(...).
Dobija osiemnasta - właśnie ten sam miły pan w „kremowej” marynarce zamyka „ Agathe Gaillard”, hm, chyba pójdę na spacer, gdzieś jednym z mostów Paryża(...)

Od zawsze kochałam spacery – a zwłaszcza    te jesienne. Było tak lirycznie, słońce odbijało się od Sekwany, oświetlone kawiarenki, zapach parzonej kawy unoszący się w powietrzu, mnóstwo par zakochanych przemierzających ulice Paryża, gdzieś na rogu ulicy ktoś wygrywa „Les Champs – Elysees”, spacer pełen iście metafizycznych doznań(...).
Strasznie dużo Japończyków dziś było niedaleko Instytutu Francuskiego    - czyżby jakoś masowo zapisywali się na kursy?
 To całkiem dobry pomysł, tyle, że chyba przełożę to na lepsze czasy - to chyba pochłonęłoby cały mój budżet, przewidziany na pobyt tutaj(...).
Dziś cały dzień padało, ciekawe, jaką pogodę przyjdzie mi jutro zastać na zewnątrz, mam jednak cichą nadzieję, że nie obudzę mnie nazbyt wcześnie odgłosy śmieciarki - choć czy tak naprawdę to mi teraz przeszkadza?
Dziś też dostałam wiadomość od kogoś niegdyś bardzo mi bliskiego - myślałam, że już się raczej nie odezwie a tu niespodzianka. Ale nie będę tego analizować,  już kiedyś popełniłam błąd
a podobno „nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki”, choć nie zawsze to powiedzenie ma rację bytu. Sama już nie wiem, ale teraz to już raczej nie ma znaczenia. Pora spać -    jutro zaczynam pracę, będę gotować. Tak, będę gotować!
To będzie wyzwanie nie tylko dla mnie, ale także dla potencjalnych degustatorów. Ostatni raz jak gotowałam nikt poza mną tego nie tknął, nie mówiąc już o problemach gastrycznych, które później się pojawiły - ale wtedy byłam jakieś piętnaście lat młodsza więc może jednak przeżyjemy. Tym bardziej, że liczba osób na obiedzie przekracza dwadzieścia - więc zapowiada się ciekawie. Ale to jutro, bonne nuit(...).

mardi, le 13 septembre 2005 Paris

....dziś wstałam zanim śmieciarka zdołała mnie obudzić, nie mogłam spać, poszłam na spacer.
 Paryż o świcie, ech Notre Dame jeszcze oświetlona, pierwsze samochody pojawiają się na ulicach.
O, widać nie tylko ja wybrałam się na spacer  tak wczesną porą. Jedna kobieta przystanęła na moście i wsłuchuje się w szum Sekwany, od Rue de Baress jakiś młody chłopak zmierza w stronę Galerie TaO, czegoś słucha i bynajmniej nie jest to szum Sekwany, może    jazzu,    rocka,    jednego    z popularnych ostatnio zespołów ?  Nie mam pojęcia, ale nie powinno mnie to zajmować.

Jest siódma, znajoma twarz – tak, to właściciel „Agathe Gaillard”, który codziennie ją otwiera - dziś przyjechał na rowerze. Czyż to nie romantyczna wizja przemierzać o świcie rowerem ulice Paryża, zanim jeszcze nie opanuje go tłum zabieganych ludzi?
 No tak, pora na śniadanie, potem praca. Wynajmuje mieszkanie na zasadzie odpracowania tego każdego dnia do południa. Zazwyczaj gotuje albo sprzątam. Dziś gotowałam obiad dla trzydziestu osób -    oczywiście    nie    byłam    sama.    Właściwie to ja pomagałam    a    jedna    z mieszkanek    gotowała. Gotowałam ryż, robiłam sałatki i sos winegret. Anne –Charlotte zaś    przygotowywała rybę    w sosie musztardowym.
     Gdyby    mama    zobaczyła mnie w tej    kuchni pewnie    oniemiałaby z    wrażenia - jej    córka    i gotowanie, hm - ludzie się zmieniają. Choć muszę przyznać, że całkiem niezły ten sos, mam nadzieję, że goście na obiedzie także podzielą moje zdanie(...).

Wszyscy przeżyli mój debiutancko - paryski obiad, który nie przyczynił się do zgonu czy zaburzeń na tle żołądkowym żadnego z gości. Wracając do swego mieszkania (mieszkanie Anne - Charlotte było jakieś trzy metry dalej) zauważyłam, że w „Agathe Gaillard” jest jakaś nowa wystawa fotografii - Paryż w czarno - białym kolorze. Z tego co widziałam bardzo interesujące zdjęcia jednak nie miałam już siły i czym prędzej pośpieszyłam do mieszkania. Usiadłam przy oknie, które jest jakieś trzydzieści centymetrów nad podłogą, siedząc na niej widzę wszystko, co dzieje się na zewnątrz, nie mówiąc już o tym, że ludzie mieszkający po przeciwnej stronie widzą wszystko, co ja robię. To zabawne, choć przyznam, że niektórzy prawie wcale nie otwierają okien.
No tak, wpatrując się w idących ludzi nie zauważyłam, że „znajomy” pan, jak co dzień otwiera, „Agathe Gaillard" i    chyba    właśnie mnie zauważył, wtopioną w przechodniów.
Nieco    zmieszana odwróciłam wzrok    i odsunęłam się od okna - wróciłam do powieści Remarque'a. On wyszedł może ze dwa razy od tamtego czasu, pewnie wyczuł, że ktoś go obserwuje. Powinnam uważać, bo uzna, że go śledzę bądź co gorsza pomyśli, że jestem jakąś psychopatką, choć swoją drogą to zabawne, no nic wracam do czytania.

mercredi, le 14 septembre 2005 Paris

...ciekawe jak to jest, najpierw nie możesz zasnąć a jak już zaśniesz to musisz wstać. Hm - życie jest pełne takich paradoksów, tym bardziej, że mój brak snu miał swój powód i bynajmniej nie było to z przejedzenia wieczorną, „dine”, która była pyszna. Nie było to też nic wielkiego - chyba nie czas, aby o tym teraz mówić(...).

Dziś    kolejny    dzień    pracy,    do południa prasowałam, miałam stos pościeli a    prawdę mówiąc nie znoszę prasować tej materii. Po pracy wybrałam się na kawę do Cafe de Julien niedaleko Rue de Phillipe.
No proszę „Agathe Gaillard” już otwarta. Ech, Paryż jak ja zazdroszczę tym, którzy tutaj mieszkają, tu jest inny świat, czuję się tutaj jak w domu, choć paradoksalnie mój prawdziwy dom oddalony jest
o tysiące kilometrów. Ale to tylko moja fascynacja, ludzie mieszkający tutaj pewnie marzą o domku w Toskanii czy Florencji więc chyba nie powinnam aż tak roztkliwiać się nad materią egzystencji w Paryżu, choć nie ukrywam, że jestem zauroczona tym miastem. Tutaj każdy ma czas na przerwę np. ta kobieta w sztruksowej marynarce, sprzedająca w jednym z butików na Rue de Phillipe - zamknęła sklep i wyszła, pewnie wróci po piętnastu minutach i ponownie go otworzy. Dobrze jest się czasem tak zatrzymać(...).
Zdaje się, że „metafizyka” moich odczuć związanych z przeżywaniem tego, co się we mnie dzieje nie jest na tyle deskryptywna abym mogła się tutaj z tym podzielić - nie ma słów, aby opisać wszystkie towarzyszące temu odczucia, bynajmniej staram się je nazywać. Jeszcze tydzień temu byłam niespokojna, pełna obaw, nieufności, totalnie zagubiona. Teraz czuje spokój i podniecenie zarazem. „Je suis enchantene”. Jestem tu dopiero piąty dzień a czuje się jakbym mieszkała tu od zawsze, jak to się dzieje nie mam pojęcia(...).
Dziś mam jeszcze kilka spraw do załatwienia w mieście potem obiad ze znajomymi Ani. A jutro chyba pójdę do biblioteki sorbońskiej, obiecałam znajomej, że poszukam tam kilku dzieł Steinbecka we francuskojęzycznym przekładzie(...).
Poznałam dziś małżeństwo z Polski - zatrzymali się    u     znajomych    w    Paryżu a spotkałam ich przy Instytucie Francuskim. Dziś właśnie przyjechali na jedną noc - jutro jadą do Normandii – to taka „późna” ich podróż poślubna(...).
Kolacja znowu była wytrawna na koniec podano placek ze śliwkami - no tak nic mnie tu już nie zaskoczy(...).

A już myślałam, że Jakub zostanie tutaj dłużej a jednak - wylatuje jutro i wróci najprawdopodobniej pod koniec września. No tak to właśnie przez niego wczoraj nie mogłam zasnąć a właściwie przez "głębię" jego spojrzenia. Poznałam go zaledwie wczoraj, jest Polakiem, który od roku tutaj pracuje. Bardzo sympatyczny człowiek - jakoś dziwnie od pierwszego spotkania wydał mi się bardzo miły. Zresztą Ania trochę    mi o nim potem opowiadała. Wyjeżdża w piątek na urlop do Polski a jutro z pewnością się nie spotkamy. Gdyby nie Anne – Charlotte to pewnie w ogóle bym o tym nie wiedziała. Zauważyłam dziś, że chciał mi coś jeszcze powiedzieć, ale chyba nie dałam mu szansy, szkoda także liczyłam na rozmowę z nim, ale  już chyba za późno(...).

jeudi, le 15 septembre 2005 Paris

Coś szybko uwinęłam się dziś z pracą - gotowałam, co prawda było tylko siedemnaście osób -ale poradziłyśmy sobie. Później poszłam z Nathalie w okolice Luwru. Miałyśmy wejść ale w końcu wylądowałyśmy w kawiarni dość osobliwej zresztą. Te paryskie kawiarnie zawsze maja coś w sobie, klimatyczne, pełne ciepłych barw, zapachów i starych mebli, właściwie cały urok tkwi w detalach(...).
 Rozmawiałyśmy z Nathalie o życiu, tym, które ona wiedzie tutaj i o tym, które ja prowadzę w Polsce. Muszę przyznać, że ze względu na miejsca i kulturę trochę się ono jednak różni.
Co mnie zdziwiło dla Nathalie Paryż wcale nie jest uosobieniem wspaniałości, nie jest azylem twórczym jak dla mnie. Ale jedno przyznałyśmy jednogłośnie, obie prowadzimy dość interesujące życie. Nathalie pracuje jako architekt ja zaś jako dekoratorka wnętrz - czasem dorabiam sobie jako tłumacz i uczę obcokrajowców języka polskiego. To zabawne - kiedyś przyszło mi uczyć pewnego Koreańczyka. Myślałam, że podaruje sobie to szkolenie, ale na szczęście on miał w sobie tyle zapału i samozaparcia, że starczyło za nas dwoje. Teraz prawie „idealnie” jak na te warunki włada polskim. Widać nie warto się poddawać tak od razu (...).

vendredi, le 16 septembre 2005 Paris

Przyjechała Magda - z pochodzenia Polka, ale mieszka na stałe w Chicago, bardzo ciekawa osobowość. Wczoraj spotkałam ją przypadkowo nad Sekwaną, zauważyła, że czytam Remarque'a z polskim tytułem więc od razu przystanęła. Okazało się, że przyjechała tutaj do swej kuzynki Anne - Charlotte. Cóż za zbieg okoliczności - po kolacji jeszcze raz wybrałyśmy się nad Sekwanę, był piękny, ciepły wieczór. Usiadłyśmy przy jednym z drzew na piasku. Opowiadała mi o sobie i jakoś tak się złożyło, że powiało tematem przemijania. Ale to wcale nie znaczy, że byłyśmy ekspertami w tej materii, to była krótka dywagacja na temat życia a właściwie użalania się dwóch samotnych kobiet z tendencją do egzystencjalnych wynurzeń(..).

Przemijanie, tak - czasem da się je odczuć
a czasem nie jest się świadomym tego oczywistego procesu. Niestety chcąc nie chcąc dotyczy ono każdego - możemy pogodzić się z tym faktem i wieść szczęśliwe życie albo pogrążać się mijającym czasem. Przecież nie chodzi o to, aby pozbawiać się czegokolwiek przez to, że ma się coraz więcej lat. Każdy ma w swoim życiu swoje pięć minut. Jedni na początku swego życia inni dopiero u jego kresu. I choć czasem trzeba na nie długo czekać to jestem pewna, że taki czas przyjdzie dla każdego. Chociaż czasem całe nasze życie odbija się bez echa - to zdarza się, że po śmierci wspomina nas wielu. Przemijanie, hm - z pewnością odczuję to szczególnie w ostatnim tygodniu mego pobytu tutaj(..).

Dodaj nowy komentarz

  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania