Reklama

Szukaj

Ostatnie komentarze

Logowanie

Publikacje zamieszczone na stronach portalu dla kobiet CzasKobiety.pl są chronione prawami autorskimi. Kopiowanie i używanie do innych celów bez pisemnej zgody redakcji zabronione.

Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników.
CzasKobiety.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.



Moisa cz. VI

dimanche, le 2 octobre 2005 Paris

Spotkałam Jakuba - ale nie rozmawialiśmy długo. To był wieczór Moisy i Jean Pierra. Moisa w bordowo - brązowej apaszce na głowie w zielonej tunice i jeansach(...).
 Kolacja była pyszna - dziś dla odmiany chińszczyzna. Podejrzewam, że Jean Pierre po prostu zamówi kolację w chińskiej restauracji dwie przecznice stąd. Na początku zupa z wodorostów potem sushi na koniec typowo europejski deser - lody bakaliowe. Oczywiście były stosy gruszek - ulubione owoce Moisy. Były świece i był jazz, nie było Mozarta czy Bacha ale był Garbarek, Davis, Horn a później Rolling Stones i Led Zepellin, ale to już z innej "półki". Kolacja przybrała „pogaduchowy” wymiar - wspominaliśmy mój przyjazd tutaj, wtedy uświadomiłam sobie, że to mój ostatni tydzień
w Paryżu, cóż(...).
Nie sądziłam, że osoby poznane przez niecały miesiąc staną się dla mnie tak ważne. Paradoksalnie nie należę do osób, które tak łatwo darzą zaufaniem nowo poznanych ludzi. Widać jednak to możliwe. W tym chyba cala magia Paryża a może raczej samotności w podróży(...).
Popołudnie spędziłam z Małgosią, poszłyśmy na Montmartre. Oczywiście na wzgórzu Sacre Cour jak zwykle tłumy. Podążając za nimi wstąpiłyśmy na chwilę do jednego z pobliskich sklepików -  bardzo osobliwego. Kupiłam tam przecudnej urody chustę w niesamowitym odcieniu brązu. Kosztowała „majątek”, ale obiecałam siebie, że nie będę przeliczać. Było niesamowicie, chyba powoli to słowo wpisuje się w strukturę moich wypowiedzi. Ale kto tu przyjedzie zrozumie moje nadużycie. Oczywiście znowu kawiarenka, jednak nie na Montmartre, ale już w „mojej” dzielnicy. Małgosia bardzo się otworzyła,  mówiła o swej pracy i tęsknocie za Polską a właściwie za rodziną. Bardzo brakuje jej młodszej siostry - prawdę mówiąc to uczucie nie jest mi znane, gdyż jestem jedynaczką. Ale powoli jednak zaczyna brakować mi rodziny. Choć czasami zdarzają się nieporozumienia, kłótnie, ale to chyba normalne. Jednak jak się jest jakiś czas z dala od domu, bliskich sobie osób to wtedy zdajemy sobie sprawę z tego ile  tak naprawdę oni dla nas znaczą.

 

lundi, le 4 octobre 2005 Paris

..........około siódmej rano zadzwonił telefon, to Jean Pierre „Moisa odeszła.........”(..).

mardi, le 5 octobre 2005 Paris

..............................................................(...).

mercredi, le 6 octobre 2005 Paris

...dziś znowu odgłos śmieciarki obudził mnie nad ranem, ale tym razem już nie w mym pokoju przy Rue de Rivolli ale przy Sekwanie. Nie mogłam spać -  musiałam się przespacerować – zresztą to chyba jeden z moich ostatnich spacerów tutaj. Dostałam wczoraj wiadomość, że muszę wrócić do domu - ponoć jest tyle projektów do wykonania, że szef już nie wie, co ma robić, nigdy nie przypuszczałam, że aż tak trudno będzie im beze mnie. No cóż, dziś przebukowałam bilet.
W zasadzie to zamieniłam. Firma w której wykupiłam bilet na autokar organizuje także przeloty do Paryża, więc nie było problemu ze zmianą - akurat zwolniło się kilka miejsc. Zatem wracam w piątek o ósmej rano w Polsce będę około godziny dziesiątej. Szkoda, że muszę już stąd wyjechać i to w takim czasie(...).

jeudi, le 6 octobre 2005 Paris

Przedostatni poranek w Paryżu - dziś nie pracowałam - Jannet dała mi wolne, stwierdziła, że mam go dobrze wykorzystać i jeszcze nacieszyć się Paryżem. Postanowiłam pójść na Montparnass - byłam tamże na cmentarzu, to druga po Pere Lachaise nekropolia - spoczywają tam prochy nietuzinkowych ludzi. Choć tak na dobrą sprawę, każdy z nas jest nietuzinkowy, jedyny w swoim rodzaju. Mimo tysiąca niedoskonałości - jedynym unikatem. Gorszym czy lepszym - pod każdym względem, zależnym od punktu oglądu samej istoty(...).
Dzwonił Jean Pierre, Moisa przed śmiercią napisała list do mnie - nie miała siły, aby powiedzieć więc napisała list, niestety nie zdążyłam odebrać go osobiście z rąk nadawczyni. Umówiłam się, że odbiorę go po południu - gdy będę wracała z Instytutu Francuskiego - obiecałam Anne - Charlotte, że dostarczę jej zaświadczenie lekarskie do sekretariatu. Biedna rozchorowała się w ostatnim tygodniu mego pobytu. Pracuje tam na półetatu, w sumie to tak naprawdę nie wiem, czym tam dokładnie się zajmuje, ale sądzę, że ma jakieś godziny lektoratu z języka angielskiego.
Czasem zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę, mało wiemy o otaczających nas ludziach. Pytamy często o nic nie znaczące rzeczy a te naprawdę ważne zostawiamy na „kiedyś tam”. Często jednak ta osoba czeka na to właśnie nie zadane nigdy pytanie, cóż, nikt nie jest jasnowidzem. Gdyby życie było tak proste nikt nie czekałby już na raj(...).

vendredi, le 7 octobre 2005 Paris

...spakowałam się wczoraj, wcześniej odebrałam list - przeczytam po śniadaniu. Śniadanie nad ranem, około piątej trzydzieści, swoją drogą kawa na śniadanie o tej porze, hm, coraz bardziej siebie zadziwiam. Nigdy wcześniej nie jadłam czegokolwiek o tej porze. Idę do Notre Dame i nad Sekwanę pożegnać się a właściwie przeczytać list Moisy. Zostawiam go na koniec a o dziesiątej mam wylot, więc muszę się pośpieszyć(...).

Le 3 octobre 2005 Paris

                        Droga Przyjaciółko!
Pewnie dziwi Cię ta korespondencja, wybacz, ale jakoś nie mam siły - myślałam, że będzie okazja, aby porozmawiać, ale ta „cholerna” choroba jakoś bardzo mnie polubiła i nie pozwala mi o sobie zapomnieć. Zatem spróbuje moje myśli przelać na papier w miarę zrozumiale i składowo. Pewnie niedługo mój czas dobiegnie końca, ale jakoś mam przeczucie, że zdarzę jeszcze skończyć ową korespondencję.
Bardzo się cieszę, że miałam okazję Cię poznać, choć rozmawiałyśmy może ze trzy razy to tak naprawdę czuję, że wiem o Tobie wszystko. Tak - dosłownie wszystko. Kiedyś byłam dokładnie taka sama jak Ty. Pełna kompleksów, zalatana, zagubiona i samotna. Nie mogąca znaleźć sobie miejsca na ziemi. Zawsze    wszystko analizowałam do granic możliwości, prognozowałam, rozbijałam, na czynniki pierwsze. Nigdy nie dopuszczałam swoich własnych uczuć do głosu. Zawsze to rozum podpowiadał mi, co mam robić. I wcale tego nie neguje, ale czasem i serce ma swoje racje, których umysł nie jest w stanie pojąć. No tak i popełniłam plagiat - to już chyba ktoś powiedział, no, ale co tam. Daje sobie pozwolenie - teraz to już i tak bez znaczenia. Wracając do tego, co pisałam wyżej - analizowałam zyski i straty. Nie brałam życia takim, jakie jest - ganiałam ślepo za czymś, czego nie było, wtedy nawet nie potrafiłam nazwać tego, za czym przyszło mi gonić. Nie wierzyłam we własne możliwości, bałam się głośno mówić o tym, co czuje. Potem wyjechałam do Florencji - zupełnie przypadkowo, okazało się, że przyjęli mnie na studia, choć nigdy nawet nie pomyślałabym, że to możliwe. Skończyłam tam Akademię Sztuk Pięknych - inny kraj, inna kultura, inni ludzie - to zmusiło mnie do pracy nad sobą i pobudziło do działania. Powoli zmieniałam swoją mentalność, choć w gruncie rzeczy byłam wciąż tą samą Moisą(...).
Spotkałam go na drugim roku studiów - studiował fotografię w Padwie, nawet mi się nie podobał, czasem zjadał moje śniadanie w zamian za nie oddawał mi swoją kawę - dość osobliwa wymiana, przyznasz?
Przyjaźniliśmy się, z czasem to przerodziło się w uczucie. Na początku nie potrafiłam uwierzyć, jakim cudem on mnie pokochał - ale tym razem nie analizowałam tego. Pozwoliłam temu dojrzewać, efekty widzisz sama.
Nawet choroba nie zniszczyła tej miłości ba, nawet bardziej ją umocniła. Jak tak się zastanawiam to chyba trzeba mi było miłości Jean Pierra abym wreszcie uwierzyła w swoje możliwości. Doceniłam siebie, on we mnie uwierzył a ja pozwoliłam mu na to. Oj, gdybyś wiedziała jak bardzo chciałabym żyć chociażby dla niego. Gdybym mogła otrzymać, choć jeden dzień dłużej(...).
To dziwne - żyjesz i popadasz w monotonię
a jak dowiadujesz się, że umierasz każdy dzień przeżywasz jakby był tym ostatnim. Ale jest tego jeden plus - nic Ci nie umyka, przeżywasz go intensywnie, co do najmniej znaczącego detalu. Chciałabym abyś i Ty odkryła własną siebie i żyła w zgodzie sama z sobą - bo to chyba najważniejsze. Kiedy czujesz radość to się śmiej, kiedy smutek - płacz, kiedy masz ochotę krzyczeć - krzycz!
Nie bój się wyrażać tego, co czujesz, nigdy tego nie ukrywaj!! Bo możesz coś stracić!
Nazywaj to, co czujesz - nie ukrywaj tego nigdy, nie ukrywaj miłości(...). Nie szukaj jej, ona sama się pojawi    i to w najbardziej niespodziewanym momencie. Sądzę, że przed Tobą jeszcze wiele wspaniałych chwil, choć tak naprawdę nikt z nas nie ma pewności ile jeszcze poranków i zachodów słońca doświadczy. Ja czuję, że swój ostatni poranek mam już za sobą, ale jestem spokojna, bo moja „misja” tutaj kończy się wraz z tą korespondencją. Ja swoje zadanie wykonałam - reszta zależy już tylko od Ciebie. Pamiętaj, że to Twoje życie i nikt nie przeżyje go za Ciebie. Ktoś kiedyś powiedział „żyje się tylko raz, ale jeżeli żyje się dobrze, ten raz wystarczy”. Nie rezygnuj z marzeń i kochaj.....
                                    pamiętająca nawet gdzieś tam daleko, a jednak tak blisko
                                                                                                                                           Moisa                                                                             

ps. Ależ Ty jesteś uparta, przechodzisz codziennie obok „Agathe Gaillard” a nawet nie zajrzysz -Pierre mi się żalił.
Zamiast wypatrywać Go z okna - daj się mu wreszcie zaprosić na tę kawę albo przynajmniej pozwól, aby mógł dotrzymać Ci towarzystwa podczas spacerów, które odbywasz nazbyt często - ale to akurat pochwalam! Dopuść Go czasem także do głosu jak go miniesz w korytarzu a nie migaj się, że nie masz czasu. Może to właśnie jest to, czego podświadomie szukamy, ale boimy się, że znowu okaże się pomyłką? (...).

                                             Do zobaczenia, jak nie tu to gdzie indziej....Moisa  

sobota, 8 października, gdzieś w Polsce

........wróciłam, przed wyjazdem zostawiłam krótki list w drzwiach „Agathe Gaillard”(...).

Zadzwonił Pierre, podziękował mi za list, który zostawiłam mu przed wyjazdem. Umówiliśmy się, że jak pewnego dnia stracę pracę to się przypomnę, póki co wczoraj także dzwonił mój szef - za tydzień znowu szkolenie dla architektów(...).

...pewnie przyjdzie czas, kiedy życie dopisze ciąg dalszy(...).

Dodaj nowy komentarz

  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.

Więcej informacji na temat formatowania